sobota, 30 stycznia 2010

The Australian Pink Floyd Show - relacja z koncertu, cz. 1

"Był to mój najlepszy pierwszy raz w życiu..." - tak by powiedział pewien facet po pewnym bliskim spotkaniu z pewną kobietą... Ja też miałem pewne bliskie spotkanie... a właściwie dalekie, bowiem siedziałem niemalże na trybunie, podczas występu Najlepszego Coverbandu PINK FLOYD na świecie! Wyszedłem z Hali Łuczniczka (w Bydgoszczy)zadowolony, chociaż też z pewnym małym zmartwieniem... ale o tym zaraz...


Występ rozpoczęła wyświetlana na okrągłym ekranie animacja, przedstawiająca kangura, chcącego odpalić naprawdę dobrą muzę (bo niby po co przyszli prawdziwi fani Pink Floyd, prawda? ;). Okazuje się, że chce ową muzę odpalić z gramofonu, zaś pierwszą winylową płytą jaką wyjmuje, okazuje się być "The Dark Side Of The Moon" (okładkę owej przedstawiono w australijskim akcencie - pryzmat przedstawiony jest bowiem jako mapa Australii). Euforia ogarnia całą Halę, zaś potem przepływają dźwięki pulsu serca, rozpoczynające "Speak To Me", po czym gładko i tradycyjnie - ...i trochę hałaśliwie - przechodzi w "Breathe (In The Air)", następnie leci reszta: od "On The Run" aż do "The Great Gig In The Sky" (na filmiku wyświetlanym na ekranie, dosłownie obok fal, pojawiają się urywki filmów archiwalnych z udziałem Rick'a Wright'a... idealne dopasowanie, zwłaszcza na okoliczności*) z wokalizą w wykonaniu Polki (!), Oli Bieńkowskiej (trochę brzmiało dosyć... dziewczęco ;) ,ale poradziła sobie ;D) (w oryginale śpiewała Clare Torry)... i na tym koniec "The Dark Side..." (puszczono niemal pierwszą połowę tego albumu). Należy pamiętać, że trasa jaką grają Australijczycy, dotyczy wielkich przebojów Pink Floyd, a świat nie opiera się tylko na "The Dark Side..."...
Znowu na ekranie pojawia się kangur, tym razem zmieniając płytę na "Wish You Were Here" (kolejny akcent na okładce: płonący facet uściska dłoń kangurowi). Jak zwykle nie brakowało okrzyków radości i braw, popłynęły jednak (jak na razie - to samo dotyczy też zresztą "Ciemnej Strony...") tylko dwa utwory: "Shine On You Crazy Diamond (Part One)" (nie było drugiej niestety :P ) (pod koniec filmiku pojawia się powiększające się zdjęcie Syd'a Barrett'a, poprzedniego muzyka Floydów) oraz "Welcome To The Machine" (w tym momencie chciałem nakręcić filmik, ale jako że mój aparat w komórce mógł nagrać co najwyżej minutę - a jak jest sporo miejsca, może nakręcić nawet pełnometrażówki ;) - ostatecznie zrezygnowałem...). Tyle póki co z "Wish You Were Here" (utwór tytułowy pozostał rzecz jasna na finał ;)... Kangur znowu rośmiesza publikę, wyjmując z półki kolejną płytę, "Animals" (tutaj okładka wyglądała normalnie, ale jeśli przyjrzeć się niektórym obrazkom promocyjnym TAPFS, w wersji przerobionej zamiast świni unosi się (nad kominami ofkoz)... kangur). Tak samo jak przy "Wish You...", również popłynęły tylko dwa kawałki. Najpierw "Pigs (Three Different Ones)", podczas którego miała zapewne pojawić się nadmuchiwana świnia (bo zwykle muzycy, podczas grania tej kompozycji, wykorzystywali ją na scenie)... no i się pojawiła... ale inna, na ekranie głównie. Potem poleciało "Sheep", i tym sposobem zakończyła się pierwsza część koncertu...

Część druga jeszcze dzisiaj, czekajcie cierpliwie ;)...

niedziela, 10 stycznia 2010

The Osbourne's strike back... czyli powrót Najbardziej Powalonej Rodziny Świata (obok Simpsonów :)

Kiedy ostatnio przeglądałem MTV (właściwie to od 2-3 lat), zastanawiam się: "Czy ostatnio leciała W OGÓLE jakaś (dobra) muza?" (w sumie każdy ma takie odczucie ;). Po wyczerpaniu, poczucia żalu i rozczarowania jakie doznałem oglądając same programy randkowe, zdałem sobie sprawę, że MTV Polska nie przypomina nawet tego MTV z przed 20-25 lat. Jakieś 10 lat temu, seriale jakie tu leciały, były jeszcze do wytrzymania; do dzisiaj nie zapomnę wrażeń po obejrzeniu "Beavis & Butthead", "Daria" oraz "The Osbournes". Zwłaszcza za tym ostatnim najbardziej tęskniłem...
Na szczęście owe "dobre fatum" na mnie spadło przypadkiem, kiedy przełączyłem na ów kanał w momencie, gdy skończyła się romantyczna łamigłówka pomyłek i debilizmu pt. "Efekt EX"... Tak - Osbournowie wrócili! Nie wiadomo na ile, ale wrócili!
To właśnie dzięki temu REALITY SHOW poznałem Ozzy'ego Osbourn'a, jako w pełni nie świadomy, że to Król Muzyki Metalowej, zabawny gość... no i oczywiście "Prince Of Darkness". Kto wie, może to częściowo przez Niego poznałem, co to jest prawdziwa muzyka (zawdzięczam to głównie zespołowi Queen, od którego wszystko się zaczęło ;)...


Najsłynniejsza rockowa rodzinka, Osbourne`owie, powraca do MTV.
2009-12-23

Widzowie będą mogli przypomnieć sobie zwariowane przygody klanu, jak również zobaczyć, jak wygląda na co dzień fascynujące życie „ojca heavy metalu”, Ozzy`ego Osbourne`a. Okazuje się, ze odbiega ono znacznie od tego, jak wyobrażały je sobie miliony fanów artysty…oprócz Ozzy`ego, w rezydencji Osbourne`ów mieszkają żona artysty Sharon i ich dwójka dzieci - Jack i Kelly.

Warto przypomnieć, iż to właśnie Osbourne`owie byli pierwszymi celebrytami, którzy zdecydowali się upublicznić swoje życie prywatne i wystąpić w gatunku telewizyjnym, zwanym reality show. Na fali popularności programu, już wkrótce w ich ślady poszły kolejne znane osoby, a programy, pokazujące, jak wygląda ich życie prywatne do dzisiaj zajmując czołowe miejsca w rankingach oglądalności.

Premiera: 10 stycznia 2010
Emisja: niedziela g. 19:00

z MTV.pl

sobota, 9 stycznia 2010

Różowy Kangur... czyli podróba Pink Floyd wraca do Polski!

Po raz pierwszy zagrali w Polsce w 2008r. w katowickim Spodku, wtedy odgrywali większość utworów z "The Wall" oraz kawałki z innych płyt Pink Floyd. Kolejna wizyta Australijczyków miała miejsce mniej więcej rok temu, tym razem "The Wall" odegrali w całości (dołożyli też kilka utworów gratis) i tym razem nie zagrali raz, a 2 razy (w Bydgoszczy i we Wrocławiu)... tamte koncerty niestety ominąłem (a informacja o innych kawałkach z występu z 2009 dowiedziałem się z relacji od "Teraz Rocka"), ale... na szczęście naśladowcy Pink Floyd z Adelajdy (miasto w Australii) powracają, i to z większą ilością koncertów w Polsce! Teraz zagrają 2 razy więcej występów niż rok temu, a trasa będzie obejmować największe przeboje grupy (zresztą, nazwa tejże trasy na to wskazuje - "Big Pink Greatest Hits World Tour 2010"). I tym razem nie wymignę się - mam już bilety, na koncert w Bydgoszczy, 28 stycznia, i gwarantuję, że dzień potem napiszę relację!
Pierwszy raz ich usłyszałem na... YouTubie (a jak inaczej? Mówiłem, że byłem wtedy na tamtych poprzednich koncertach ;)/:P). Nie dziwię się, że odnoszą takie sukcesy (nawet spodobali się samym muzykom prawdziwego Pink Floyd!) - to faktycznie najlepszy coverband na świecie! I zdecydowanie najlepszy tribute band Pink Floyd, jaki słyszałem. Mam taką nadzieję, że i tym razem się na nich nie zawiodę ;D